Julietta - Tom II
Donatien Alphonse Francois de Sade
Julietta
Tom II
ROZPRAWA CLAIRWIL O PIEKLE. SYSTEM SAINT-FONDA
- Nie istnieje życie pośmiertne, Saint-Fondzie - odparłam wówczas, przypominając sobie filozoficzne zasady przyswojone w dzieciństwie. - Owo urojenie przechowywane jest jedynie w wyobraźni ludzi, którzy ulegając mu, dali tylko wyraz swemu pragnieniu życia po śmierci, ażeby móc cieszyć się wówczas szczęściem trwalszym i czystszym niż to, jakiego zakosztowali na ziemi. Po pierwsze, cóż to za żałosny absurd wierzyć w jednego Boga?! Po drugie zaś -roić sobie, że ów Bóg rezerwuje nieskończone mąki dla całej rzeszy łudzi?! A przecież religia każe im się spodziewać, że ów dziwaczny Bóg, owoc ich łatwowierności bądź szelmostwa, uczyniwszy ich nieszczęśliwymi na tym świecie, zrobi z nich w dodatku pokutników w zaświatach! Owszem, podejmowane są wysiłki, by wyłgać się z tej niedorzeczności. Twierdzi się, że Bożą dobroć zastąpi wówczas sprawiedliwość. Wszelako dobroć, która ustępuje miejsca najstraszliwszemu okrucieństwu, nie jest już nieskończoną dobrocią. A poza rym, czy Bóg, który będąc najpierw nieskończenie dobry, staje się potem nieskończenie zły, może być uważany za istotę niezmienną? Czy Bóg przepełniony wściekłością mógłby być bytem, w którym da się dostrzec znamiona łagodności lub dobroci? Zgodnie z nauką teologów wydaje się oczywiste, że Bóg stworzył ogromną liczbę ludzi tylko po to, by umożliwić im ściągnięcie na siebie piekielnych kar. Czyż nie byłby on o wiele bliższy dobroci, rozumowi, prawości, gdyby stworzył tylko kamienie i rośliny, zamiast ludzi, których postępki zagrożone są niekończącymi się męczarniami? Bóg na tyle perfidny, na tyle niegodziwy, że stworzył człowieka i pozwolił, by postępował on w sposób obarczony ryzykiem wiecznego potępienia, nie może uchodzić za istotę doskonałą. Winien być natomiast traktowany jak
monstrum nierozumu, nieprawości, złośliwości i okrucieństwa. Dalecy od wymyślenia doskonałego Boga, teologowie skonstruowali więc tylko odrażającą chimerę. I dopełnili swego marnego dzieła, wyposażając tego potwornego Boga w zamysł wiecznego karania. Okrucieństwo, które jest składnikiem naszych rozkoszy, ma przynajmniej jakieś motywy. Dają się one wskazać i są nam znane. Lecz Bóg nęka swe ofiary całkiem bezinteresownie, nie ma bowiem powodu karać istot, które nie mogą ani naprawdę zagrozić jego władzy, ani zakłócić jego szczęśliwości. Z drugiej strony, kary na tamtym świecie wydają się bezużyteczne, gdy chodzi o żywych, skoro nie mogą oni ich poznać. Są też mało pedagogiczne, gdy chodzi o potępionych, ponieważ w piekle nie można się nawrócić, a czas domniemanego miłosierdzia tego Boga już tam nie obowiązuje. Wynika stąd, że Bóg ćwiczący się w wiecznej pomście miałby na celu jedynie własną rozkosz i szyderstwo ze słabości swych stworzeń. Tak więc twój nikczemny Bóg, działający okrutniej niż jakikolwiek człowiek i bez właściwej ludziom motywacji, okazuje się, przez sam ów fakt, nieskończenie większym niż oni zdrajcą, łotrem i zbrodniarzem.
- Pójdźmy dalej - rzekła Clairwil. - Szczegółowej analizie poddam teraz, jeśli sobie życzycie, ów potworny dogmat piekła. Jestem w stanie zwalczyć go w sposób dostatecznie przekonujący, by usunąć najmniejszy ślad jego obecności z naiwnego umysłu naszego przyjaciela. Czy chcecie mnie wysłuchać?
- Oczywiście - odpowiedzieliśmy.
I oto w jaki sposób owa inteligentna i pełna polotu kobieta podjęła dyskurs dotyczący tego ważnego zagadnienia.
- Istnieją dogmaty, które niekiedy zmuszeni jesteśmy nie tyle uznać, co założyć, ażeby zyskać w ten sposób możliwość zwalczenia innych. Po to, bym mogła unicestwić idiotyczny dogmat o piekle, muszę na krótko powołać do życia deistyczną chimerę. Stanie się ona punktem wyjścia tej ważnej rozprawy, choć oczywiście ożywiam j ą tutaj tylko na chwilę. Mam nadzieję, że zdołacie mi to wybaczyć tym łatwiej, że z pewnością nie podejrzewacie mnie o wiarę w tę odrażającą zjawę.
Wyznaję, że dogmat o piekle jest sam w sobie tak nieprawdopodobny, wszystkie argumenty wysuwane dla jego podtrzymania są tak słabe, tak jawnie sprzeciwiają się rozumowi, iż wstydzę się niemal, że muszę je zwalczać. No cóż, bezlitośnie pozbawmy chrześcijan choćby nadziei na to, iż damy się ponownie omotać ich potworną religią, i wykażmy im, że dogmat, do jakiego władczo się odwołują, by nas przerazić, znika, jak wszystkie ich urojenia, pod wpływem najwątlejszego blasku płomienia filozofii.
Główne argumenty, jakimi się posługują, by usankcjonować tę szkodliwą bajdę, są następujące:
° Ponieważ grzech, jakim znieważa się Boga, jest nieskończenie wielki, zasługuje on na nieskończoną karę; ponieważ Bóg ustanowił prawa, jego przywilejem jest karać z wysokości swego majestatu tych, którzy je łamią.
° Powszechność tej doktryny i sposób, w jaki wyrażona została w Piśmie.
° Nieodzowność tego dogmatu dla powściągnięcia grzeszników i niedowiarków.
Oto podstawa, którą należy usunąć.
Zgodzicie się, jak sadzę, że pierwszy z tych argumentów znosi się samoistnie wskutek nierówności przewin. Według tej doktryny najmniejszy błąd karany byłby tak samo jak najcięższy występek. Pytam więc, czy sprawiedliwy Bóg dopuścić mógłby tego rodzaju niesprawiedliwość? Kto zresztą stworzył człowieka? Kto wyposażył go w namiętności, które powinny być wytrzebione za sprawą piekielnych męczarni? Czy aby nie wasz Bóg? Tak więc wy, chrześcijańscy głupcy, uznajecie, że wasz śmieszny Bóg wyposażył człowieka w skłonności, które zarazem czuje się zobowiązany karać? Czyżby nie wiedział, że one go znieważają? Jeśli o tym wie, to po cóż je człowiekowi wpaja? Jeśli zaś nie wie, dlaczego karze go za błąd, jaki sam popełnia?
Biorąc pod uwagę warunki konieczne do zbawienia, wydaje się oczywiste, że zasłużymy raczej na potępienie niż zbawienie. Pytam więc jeszcze, czy to na mocy tak wysławianej sprawiedliwości waszego Boga stawia on swe nieszczęsne i ułomne dzieło w równie okrutnym położe-
niu? Pytam też, jakże w ramach tego systemu wasi doktorzy mają czelność twierdzić, iż wieczne szczęście i niedola w tej samej mierze dostępne są człowiekowi i zależą wyłącznie od jego wyboru? Jeśli olbrzymia część rodzaju ludzkiego przeznaczona jest wiecznej udręce,